Tytuł: Śmierdzący problem.Gatunek: komedia.Pairing: ChanSoo.Liczba słów: 978.Ostrzeżenia: nope.
゜。 ゜。 ○・` ○・` ´・○ ´・○ ☆゚.*・。゚☆ ´・○ ´・○ 。゜。゜
- No, na co czekasz, teraz twoja kolej.
- Jak to moja?!
- Normalnie, twoja.
- Dlaczego niby? To twój kuzyn!
- Chanyeol, proszę, zrób to dla mnie, noo!
- Niby czemu?!
- Bo w ciągu pięciu sekund mogę założyć ci dźwignię, pozbawić przytomności i sprzedać na czarnym rynku na części. Wiesz ile sobie liczą za nerki?
Chanyeol uniósł brwi w powątpiewaniu (a przynajmniej miał nadzieję, że tak to wygląda), wlepiając wzrok w niewybrednie grożącego mu Kyungsoo. Spojrzenie skierowane w jego stronę wywoływało dreszcze i zdecydowanie nie zwiastowało nic dobrego. Sądząc po kącie nachylenia brwi, ilości zmarszczek wokół oczu i chęci ucieczki, która w nim narastała z każdą mijającą sekundą, czekała go co najmniej śmierć, najpewniej z torturami i zbeszczeszczeniem zwłok. Pewnie w każdej innej danej sytuacji już podkuliłby ogon i uciekł, przerażony siłą perswazji młodszego i jego dosłownością w wykonywaniu wszelkich gróźb - ale nie teraz. Teraz stawka jest stanowczo za wysoka.
- Jeśli myślisz, że te twoje piękne oczy i pogróżki zmuszą mnie do tego, żeby przebrać pieluchę temu zasranemu dzieciakowi, to się bardzo mocno mylisz - oznajmił stanowczo, unosząc ręce w wymownie asertywnym geście. Nie ruszyło go marszczenie brwi, warczenie, stękanie i jęczenie, nie uległ przekupstwom, nie dał się omamić wizją domowego obiadu ani zaprzestaniem nękania jego osoby na cały tydzień. Nie miał najmniejszego zamiaru dotykać się tego śmierdziela, tym bardziej, że to D.O zobowiązał się opiekować bachorem, a on był tutaj tylko dla towarzystwa. No i mógł robić małemu samolocik, ale bynajmniej nie wtedy, kiedy tamten miał w pampersie tonę nowej broni biologicznej.
- Chanyeol... ale... proszę... - Kyungsoo próbował po raz kolejny, jednak z marnym skutkiem. Raper był nieugięty, zdeterminowany by zachować węch i wzrok jeszcze przez część swojego życia, bo patrząc na odór, jaki rozlewał się po mieszkaniu już w tej chwili, utrata zmysłów wydawała się nieunikniona.
- Już ci mówiłem, to twój bachor i twój problem. Jakbym do ciebie nie przyjechał, to byś musiał sobie radzić sam.
- Ale przyjechałeś, to mógłbyś pomóc - D.O opadł bezwładnie na kanapę, wlepiając wzrok w bawiącego się klockami malucha. Starszy oparł się plecami o ścianę tuż obok, również skupiając całą uwagę na chłopcu.
- Ej, w ogóle, to czemu oni go nie nauczyli, żeby se sam zmieniał...?
- Chanyeol. On ma rok. Rok.
- I co z tego. Ja w jego wieku...
- Pewnie już paliłeś zioło i chodziłeś na panienki. Zamknij mordę, jak nie masz zamiaru pomóc.
Chanyeol prychnął cicho, jednak posłusznie zamilknął. Przynajmniej na chwilę, bo zaraz przypomniał sobie, co mówiła pani Do, kiedy wraz z siostrą opuszczała mieszkanie.
- Musisz go przebrać, bo sobie odparzy dupę - oznajmił ze spokojem, spoglądając na Kyungsoo. Tamten zacisnął gniewnie wargi, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że Chanyeol ma rację. Dzieciak siedział już z ładunkiem dłuższą chwilę i jeśli się nie pośpieszą, to faktycznie może być źle - a wtedy obaj dostaną po uszach od jego matki i ciotki. D.O jednak w dalszym ciągu nie chciał się zabrać za to śmierdzące zadanie, próbując wymyślić coś, by zmusić do tego Chanyeola. Nie wpadł na nic kreatywnego, ale, jak to mówią, tonący brzytwy się chwyta.
- Przebierz go, albo przez tydzień z seksu nici.
- Słucham?!
- Dwa tygodnie.
- Jak to dwa?! - Chanyeol jęknął, nie wierząc własnym uszom. Podszedł do Kyungsoo i nachylił się nad nim, wyglądając na niesamowicie poruszonego tą groźbą.
- Trzy - D.O wydawał się aż podejrzanie spokojny. Z bardzo neutralnym wyrazem twarzy spojrzał Chanyeolowi w oczy, po czym lekko uniósł jedną z brwi.
- To okrucieństwo! Znęcanie się nad zwierzętami! Za takie rzeczy PETA wsadza do paki! - Chanyeol zaczął swoją tyradę, padając na kolana i nie odrywając wzroku od Kyungsoo. - A wiesz co robi z takimi ludźmi WWF? Ja też nie, ale to na pewno okropne!
- Cztery?
- Że co?!
- Mam liczyć dalej, czy pójdziesz i zrobisz to, o co cię tak ładnie proszę?
Chanyeol wydał z siebie odgłos postrzelonego łosia, po czym zwiesił głowę i zacisnął pięści. Co to w ogóle miało być? Śmierć to jedno, rozczłonkowanie to drugie, ale Kyungsoo nigdy nie posunął się do aż tak brutalnych kroków. Chanyeol poczuł się zdradzony. Zabolało.
- ...zrobię to. Poświęcę się dla nas i naszego związku. Poświęcę się dla naszej przyszłości. Poświęcę się…!
- Poświęcasz się dla twojego drugiego, bystrzejszego mózgu. A teraz weź i go przebierz, bo za niedługo wszyscy się tutaj udusimy.
Teraz nie było już żadnej drogi ucieczki. Chanyeol spojrzał dramatycznie w dal, po czym westchnął głęboko i odwrócił się w stronę bobasa. Nadeszła chwila ostatecznego zebrania całej swojej odwagi, kilku ostatnich wdechów, szeptów pod tytułem “pamiętaj, że cię kochałem”... i ruszył. Ruszył w stronę końca swojej przyszłości, ani trochę nie pokrzepiony pewnym siebie uśmieszkiem swojego chłopaka.
゜。 ゜。 ○・` ○・` ´・○ ´・○ ☆゚.*・。゚☆ ´・○ ´・○ 。゜。゜
- Fuuuj! O Jezu! Blee! O fuuu! Chryste, ratujcie! FUJ!
Powieki Kyungsoo, które dosłownie przed chwilą opadły w celu zregenerowania choć krztyny energii spożytkowanej na poprzednie groźby, zadrżały i uniosły się nieznacznie. Dźwięki dochodzące zza przymkniętych drzwi łazienki zdecydowanie wpływały na wyobraźnię wokalisty i jego twarz bezwiednie wykrzywiła się w wyrazie czystej odrazy. Naprawdę niesamowicie cieszył się, że to nie on tam siedzi i to nie on musi się z tym męczyć.
- O nie... uuuuh.... fuj! Eeeek! Kuyngsoo, Boże!
D.O drgnął niespokojnie, słysząc swoje imię. To nie zwiastowało nic, ale to nic dobrego. Miał nadzieję, że Chanyeol nie wyobraża sobie, że jeśli teraz go zawoła, to on tam pójdzie i skończy przebierać to zasrane dziecko, bo tak na pewno się nie stanie. Nie w tym życiu.
- Tak? - jego głos był dość niepewny, ale na tyle głośny, żeby raper dosłyszał go w zamkniętej łazience.
- Muszę cię o coś prosić.
- Umh...
- ...Kyungsoo!
- O co…?
Przez chwilę w mieszkaniu panowała cisza, jednak w końcu do wokalisty dotarł głośny i pewny głos jego chłopaka.
- Następnym razem jak każesz mi go przebierać, nie karm go kukurydzą, błagam. Nie masz pojęcia, jak ciężko schodzi z dupy!
゜。 ゜。 ○・` ○・` ´・○ ´・○ ☆゚.*・。゚☆ ´・○ ´・○ 。゜。゜

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz